środa, 1 lipca 2015

Rozdział II

"Wypadek"


Anglia, Bristol, 1 września 2015 roku

  Czarny samochód przecinał ulice Bristolu. Prowadziła go blondynka w ciemnozielonej sukience i czarnych szpilkach, która zawoziła swoją córkę do Akademii Wampirów - jedynego miejsca, w którym wszystkie wampiry wydawały się być chronione lepiej, niż powinny.
  Brązowowłosa nastolatka siedząca na tylnym siedzeniu myślała o tym, co niedawno powiedziała jej mama. Wiedziała, że będzie jej trudno pogodzić się z nową sytuacją, bo przez ponad szesnaście lat wychowywała się z obojgiem rodziców. Nie chciała też opuszczać mamy, zwłaszcza w takiej chwili, ale to ona zdecydowała, że czas, aby zaczęła się uczyć bycia wampirem. Postanowiła nie zawieść mamy i pokładanej w niej nadziei. Chciała, żeby Vassylissa mogła być z niej dumna. Tak, jej mama zdecydowanie na to zasługiwała.
  Kiedy zielonooka po raz kolejny zatrzymała samochód na czerwonym świetle, odwróciła się do szatynki i uśmiechnęła.

- Nie denerwuj się, kochanie. Na pewno dasz radę, wierzę w ciebie.

  Nastolatka odwzajemniła uśmiech i zadała pytanie, które dręczyło ją od kilku dni:

- Mamo... Niedawno oglądałam swoje stare zdjęcia z dzieciństwa, żeby powspominać i zauważyłam, że kiedyś miałam blond włosy, jak ty i niebieskie oczy, jak... tata. Czemu teraz jestem ciemnowłosa i ciemnooka?

- Dlatego, że ciemna strona aury zawsze zaczyna zmiany od wyglądu. Jesteś tego najlepszym przykładem. Z początku trochę się niepokoiłam, że tego nie zaakceptujesz, ale z tego, co zdążyłam zauważyć, taki zestaw odpowiada ci bardziej - odpowiedziała spokojnie starsza kobieta i wcisnęła sprzęgło, po czym wykonała odpowiedni ruch wajchą w skrzyni biegów i nacisnęła pedał gazu.

  Niestety, w tym samym czasie kierowca, który jechał srebrnym samochodem tuż za nimi, przyspieszył i zderzył się z czarnym jaguarem. Obie kobiety znajdujące się w środku straciły przytomność w wyniku siły uderzenia. Kilka sekund później pijany kierowca innego pojazdu uderzył w przód samochodu. Było pewne, że żaden wampir tego nie przeżyje...

__________________________________________________________________________________________


Anglia, Bristol, Akademia św. Vladimira, 2 września 2015 roku

  W pomieszczeniu przypominającym szpital znajdowały się dwie osoby. Jedna z nich leżała na białym łóżku, podłączona do aparatury, natomiast druga podpinała nową kroplówkę z krwią do ciała nastolatki. Było słychać tylko pikanie pojedynczych urządzeń i miarowy oddech brązowowłosej dziewczyny. Pielęgniarka spojrzała na nią z troską i powiedziała:

- Obudź się, dziecko. Zostało już niewiele czasu - i wyszła, zamykając za sobą szklane drzwi.

  Przed nimi stała pewna blondwłosa dziewczyna. Patrzyła ze współczuciem na ciemnooką nastolatkę.

- Co z jej matką? - zapytała pielęgniarka.

- Nie żyje.

  Po wypowiedzeniu tych słów odeszła w stronę szpitalnej kawiarenki, w której zamówiła następną kawę tego dnia. Nie potrafiła znieść myśli, że przez jej ojca obca dziewczyna musi tak cierpieć. Za cel postawiła sobie zaprzyjaźnienie się z nią i bycie jej wsparciem, dopóki nie pozbiera się po śmierci matki. Póki co musiała czekać, aż wybudzi się ze śpiączki.

___________________________________________________________________________________________


Anglia, Bristol, Akademia św. Vladimira, 3 września 2015 roku

  Nastoletnia szatynka otworzyła swoje piękne, brązowe oczy i niemal natychmiast zalała ją fala wspomnień. Pamiętała dokładnie, co się wydarzyło. Rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym leżała i rozpoznała szpitalny pokój. Rzadko tu bywała, przecież mama posiadała Moc Ducha, co pozwalało jej leczyć swoje dziecko na własną rękę. Jednak dziewczyna czuła, że stało się coś złego i ma to związek z jej matką.

- Nareszcie się obudziłaś - przywitała ją pielęgniarka.

- Dzień dobry. Czy mogłaby mi pani powiedzieć, czemu jestem w szpitalu i gdzie jest moja mama?

- Jak zwykle grzeczna. Lissa miała rację mówiąc, że jesteś aniołem - brunetka zmarkotniała i dokończyła. - Znalazłaś się tutaj, bo miałaś wypadek, a twoja mama... nie żyje. Przykro mi.

  Nastolatkę przeszedł zimny dreszcz. Kiedyś obiecała sobie, że gdy jej mama umrze, zmieni się nie do poznania. Przyrzekła, że będzie niedostępna dla kogokolwiek, aby nikt nigdy nie mógł jej skrzywdzić odchodząc. Miała zamiar dotrzymać tej obietnicy.

- Dziękuję za informację - chłodno stwierdziła. - Skąd znasz moją matkę?

- Byłyśmy koleżankami, chodziłyśmy na te same zajęcia.

- Jesteś morojką?

- Tak, ale wyrzekłam się rodziny i postanowiłam zostać dawcą i pielęgniarką,

- Rozumiem. Chciałabym się dowiedzieć, gdzie jestem i jak się nazywasz.

- Jesteś w szpitalu Akademii Wampirów. Nazywam się Tamara Romovicz. Możesz już wyjść ze szpitala. Twoja Magia Ducha jest niesamowita. Powinnaś porozmawiać z Rose Hathaway, ona ci wszystko wyjaśni - to mówiąc opuściła pomieszczenie. Chwilę później brązowowłosa nastolatka wstała z łóżka i ubrała się w ubrania, które znalazła na krześle obok łóżka. Następnie odpięła się od kroplówki, bo stwierdziła, że ma wystarczająco uzupełnione braki krwi w organizmie i wyszła ze szpitalnego pokoju. Udała się do recepcji, która znajdowała się na samym końcu długiego, białego korytarza. Dotarła na miejsce i podeszła do lady. Recepcjonistka znajdująca się za nią spojrzała na nią przyjaźnie, a ona chłodno i oficjalnie zaczęła rozmowę:

- Dzień dobry, czy mogłabym dostać wypis ze szpitala? Czuję się o wiele lepiej i chciałabym zacząć naukę w Akademii.

- Witam. Oczywiście, przygotuję niezbędne dokumenty i za kilka minut będzie mogła pani opuścić szpital - kobieta mimo wszystko nadal była dla niej miła. Było to dziwne, ale nastolatka nie miała czasu na rozważania. Musiała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju w Akademii, zobaczyć, jakie ma zajęcia i sprawić, by jej mama nawet zza grobu mogła być dumna.

- Dziękuję. Mam jeszcze jedno pytanie. Czy ciało mojej matki zostało już zabrane?

- Proszę bardzo. Tak, jutro odbędzie się pogrzeb. Wszystkim zajęła się dyrektorka, więc nie musisz się o nic martwić. Proszę, to twój wypis - podała jej kartkę z czerwoną pieczątką Szpitala Akademii św. Vladimira i swoim podpisem oraz imieniem i nazwiskiem.

- Dziękuję za wypis i informacje, do widzenia.

  Po pożegnaniu udała się na zewnątrz budynku. Mama często opowiadała jej o Akademii. Od czasów, w których się uczyła, nic się nie zmieniło. Prawie doskonale znała każdy zakamarek, więc bez przeszkód i problemów dotarła do gabinetu dyrektorki. Zapukała w mahoniowe drzwi i otworzyła je. Przekroczyła próg i przywitała się z zarządcą szkoły. Twarz kobiety wydawała jej się znajoma.

- Dzień dobry. Nazywam się...

- Wiem, jak się nazywasz, Irae.

____________________________________________________________________________________________


A oto i drugi rozdział! Mam nadzieję, że się podoba :) Jeśli macie jakieś obiekcje, co do grafiki, opowiadania, czy czegokolwiek, możecie je zamieszczać w komentarzach. Nie bójcie się, bo ja nie gryzę, a na tym opowiadaniu zależy mi szczególnie. Proszę was o opinie, bo to pomoże mi napisać trzeci rozdział :)

Wszystkich pozdrawiam i życzę miłych wakacji, bogatych w wyjścia, wyjazdy i komentarze, a sama idę pisać następny rozdział :D

Paula.

PS: Co sądzicie o imieniu Irae? Tak jakoś ostatnio mnie wzięło na łacinę. I proszę was, nie szukajcie tłumaczenia, bo wszystko wyjaśni się w następnych rozdziałach :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz