"Wypadek"
Anglia, Bristol, 1 września 2015 roku
Czarny samochód przecinał ulice Bristolu. Prowadziła go blondynka w ciemnozielonej sukience i czarnych szpilkach, która zawoziła swoją córkę do Akademii Wampirów - jedynego miejsca, w którym wszystkie wampiry wydawały się być chronione lepiej, niż powinny.
Brązowowłosa nastolatka siedząca na tylnym siedzeniu myślała o tym, co niedawno powiedziała jej mama. Wiedziała, że będzie jej trudno pogodzić się z nową sytuacją, bo przez ponad szesnaście lat wychowywała się z obojgiem rodziców. Nie chciała też opuszczać mamy, zwłaszcza w takiej chwili, ale to ona zdecydowała, że czas, aby zaczęła się uczyć bycia wampirem. Postanowiła nie zawieść mamy i pokładanej w niej nadziei. Chciała, żeby Vassylissa mogła być z niej dumna. Tak, jej mama zdecydowanie na to zasługiwała.
Kiedy zielonooka po raz kolejny zatrzymała samochód na czerwonym świetle, odwróciła się do szatynki i uśmiechnęła.
- Nie denerwuj się, kochanie. Na pewno dasz radę, wierzę w ciebie.
Nastolatka odwzajemniła uśmiech i zadała pytanie, które dręczyło ją od kilku dni:
- Mamo... Niedawno oglądałam swoje stare zdjęcia z dzieciństwa, żeby powspominać i zauważyłam, że kiedyś miałam blond włosy, jak ty i niebieskie oczy, jak... tata. Czemu teraz jestem ciemnowłosa i ciemnooka?
- Dlatego, że ciemna strona aury zawsze zaczyna zmiany od wyglądu. Jesteś tego najlepszym przykładem. Z początku trochę się niepokoiłam, że tego nie zaakceptujesz, ale z tego, co zdążyłam zauważyć, taki zestaw odpowiada ci bardziej - odpowiedziała spokojnie starsza kobieta i wcisnęła sprzęgło, po czym wykonała odpowiedni ruch wajchą w skrzyni biegów i nacisnęła pedał gazu.
Niestety, w tym samym czasie kierowca, który jechał srebrnym samochodem tuż za nimi, przyspieszył i zderzył się z czarnym jaguarem. Obie kobiety znajdujące się w środku straciły przytomność w wyniku siły uderzenia. Kilka sekund później pijany kierowca innego pojazdu uderzył w przód samochodu. Było pewne, że żaden wampir tego nie przeżyje...
__________________________________________________________________________________________
Anglia, Bristol, Akademia św. Vladimira, 2 września 2015 roku
W pomieszczeniu przypominającym szpital znajdowały się dwie osoby. Jedna z nich leżała na białym łóżku, podłączona do aparatury, natomiast druga podpinała nową kroplówkę z krwią do ciała nastolatki. Było słychać tylko pikanie pojedynczych urządzeń i miarowy oddech brązowowłosej dziewczyny. Pielęgniarka spojrzała na nią z troską i powiedziała:
- Obudź się, dziecko. Zostało już niewiele czasu - i wyszła, zamykając za sobą szklane drzwi.
Przed nimi stała pewna blondwłosa dziewczyna. Patrzyła ze współczuciem na ciemnooką nastolatkę.
- Co z jej matką? - zapytała pielęgniarka.
- Nie żyje.
Po wypowiedzeniu tych słów odeszła w stronę szpitalnej kawiarenki, w której zamówiła następną kawę tego dnia. Nie potrafiła znieść myśli, że przez jej ojca obca dziewczyna musi tak cierpieć. Za cel postawiła sobie zaprzyjaźnienie się z nią i bycie jej wsparciem, dopóki nie pozbiera się po śmierci matki. Póki co musiała czekać, aż wybudzi się ze śpiączki.
___________________________________________________________________________________________
Anglia, Bristol, Akademia św. Vladimira, 3 września 2015 roku
Nastoletnia szatynka otworzyła swoje piękne, brązowe oczy i niemal natychmiast zalała ją fala wspomnień. Pamiętała dokładnie, co się wydarzyło. Rozejrzała się po pomieszczeniu, w którym leżała i rozpoznała szpitalny pokój. Rzadko tu bywała, przecież mama posiadała Moc Ducha, co pozwalało jej leczyć swoje dziecko na własną rękę. Jednak dziewczyna czuła, że stało się coś złego i ma to związek z jej matką.
- Nareszcie się obudziłaś - przywitała ją pielęgniarka.
- Dzień dobry. Czy mogłaby mi pani powiedzieć, czemu jestem w szpitalu i gdzie jest moja mama?
- Jak zwykle grzeczna. Lissa miała rację mówiąc, że jesteś aniołem - brunetka zmarkotniała i dokończyła. - Znalazłaś się tutaj, bo miałaś wypadek, a twoja mama... nie żyje. Przykro mi.
Nastolatkę przeszedł zimny dreszcz. Kiedyś obiecała sobie, że gdy jej mama umrze, zmieni się nie do poznania. Przyrzekła, że będzie niedostępna dla kogokolwiek, aby nikt nigdy nie mógł jej skrzywdzić odchodząc. Miała zamiar dotrzymać tej obietnicy.
- Dziękuję za informację - chłodno stwierdziła. - Skąd znasz moją matkę?
- Byłyśmy koleżankami, chodziłyśmy na te same zajęcia.
- Jesteś morojką?
- Tak, ale wyrzekłam się rodziny i postanowiłam zostać dawcą i pielęgniarką,
- Rozumiem. Chciałabym się dowiedzieć, gdzie jestem i jak się nazywasz.
- Jesteś w szpitalu Akademii Wampirów. Nazywam się Tamara Romovicz. Możesz już wyjść ze szpitala. Twoja Magia Ducha jest niesamowita. Powinnaś porozmawiać z Rose Hathaway, ona ci wszystko wyjaśni - to mówiąc opuściła pomieszczenie. Chwilę później brązowowłosa nastolatka wstała z łóżka i ubrała się w ubrania, które znalazła na krześle obok łóżka. Następnie odpięła się od kroplówki, bo stwierdziła, że ma wystarczająco uzupełnione braki krwi w organizmie i wyszła ze szpitalnego pokoju. Udała się do recepcji, która znajdowała się na samym końcu długiego, białego korytarza. Dotarła na miejsce i podeszła do lady. Recepcjonistka znajdująca się za nią spojrzała na nią przyjaźnie, a ona chłodno i oficjalnie zaczęła rozmowę:
- Dzień dobry, czy mogłabym dostać wypis ze szpitala? Czuję się o wiele lepiej i chciałabym zacząć naukę w Akademii.
- Witam. Oczywiście, przygotuję niezbędne dokumenty i za kilka minut będzie mogła pani opuścić szpital - kobieta mimo wszystko nadal była dla niej miła. Było to dziwne, ale nastolatka nie miała czasu na rozważania. Musiała jak najszybciej znaleźć się w swoim pokoju w Akademii, zobaczyć, jakie ma zajęcia i sprawić, by jej mama nawet zza grobu mogła być dumna.
- Dziękuję. Mam jeszcze jedno pytanie. Czy ciało mojej matki zostało już zabrane?
- Proszę bardzo. Tak, jutro odbędzie się pogrzeb. Wszystkim zajęła się dyrektorka, więc nie musisz się o nic martwić. Proszę, to twój wypis - podała jej kartkę z czerwoną pieczątką Szpitala Akademii św. Vladimira i swoim podpisem oraz imieniem i nazwiskiem.
- Dziękuję za wypis i informacje, do widzenia.
Po pożegnaniu udała się na zewnątrz budynku. Mama często opowiadała jej o Akademii. Od czasów, w których się uczyła, nic się nie zmieniło. Prawie doskonale znała każdy zakamarek, więc bez przeszkód i problemów dotarła do gabinetu dyrektorki. Zapukała w mahoniowe drzwi i otworzyła je. Przekroczyła próg i przywitała się z zarządcą szkoły. Twarz kobiety wydawała jej się znajoma.
- Dzień dobry. Nazywam się...
- Wiem, jak się nazywasz, Irae.
____________________________________________________________________________________________
A oto i drugi rozdział! Mam nadzieję, że się podoba :) Jeśli macie jakieś obiekcje, co do grafiki, opowiadania, czy czegokolwiek, możecie je zamieszczać w komentarzach. Nie bójcie się, bo ja nie gryzę, a na tym opowiadaniu zależy mi szczególnie. Proszę was o opinie, bo to pomoże mi napisać trzeci rozdział :)
Wszystkich pozdrawiam i życzę miłych wakacji, bogatych w wyjścia, wyjazdy i komentarze, a sama idę pisać następny rozdział :D
Paula.
PS: Co sądzicie o imieniu Irae? Tak jakoś ostatnio mnie wzięło na łacinę. I proszę was, nie szukajcie tłumaczenia, bo wszystko wyjaśni się w następnych rozdziałach :)
środa, 1 lipca 2015
niedziela, 28 czerwca 2015
Rozdział I
"Wiadomość"
Anglia, Londyn, 14 sierpnia 2015 roku
Pewna brązowowłosa nastolatka przemierzała korytarze białej willi. Wybrała się na przechadzkę po domu w poszukiwaniu ojca, który nie przyszedł na obiad. Zdarzało mu się to bardzo rzadko, więc, jako ukochana córka, postanowiła go znaleźć i, w razie konieczności, zaciągnąć do jadalni siłą.
Idąc korytarzami, które lśniły sterylną czystością, zastanawiała się nad swoim życiem. Czuła, że wkrótce coś się wydarzy i niekoniecznie będzie to dobre dla niej oraz jej bliskich. Zawsze, kiedy miała złe przeczucia, jej niepokój się sprawdzał.
Wreszcie dotarła pod odpowiednie drzwi. Były wykonane z białego drewna, jak wszystkie podłogi oraz drzwi w willi. Kilkukrotnie zapukała, a następnie otworzyła je i przekroczyła próg. To, co tam zobaczyła, wstrząsnęło jej życiem i światopoglądem. Jej kochany ojciec właśnie całował się z jakąś blondynką, która, szczerze mówiąc, wyglądała jak dziwka.
- Tato... - wyszeptała ze łzami w oczach, a mężczyzna podniósł się z krzesła, zrzucił blondynkę ze swoich kolan i, zapinając koszulę, chciał podejść do swojej córki. Ta jednak, zrażona widokiem sprzed chwili, odsunęła się od niego i z jadem w głosie oraz oczach powiedziała:
- Nie dotykaj mnie. Nie zasługujesz na to. Nie chcę cię więcej widzieć. Wiedz, że mama się o tym dowie i, najprawdopodobniej, wyrzuci cię z domu. Żegnam - i opuściła pomieszczenie, trzaskając głośno drzwiami. Zeszła po schodach do kuchni, gdzie zastała mamę, jak zwykle uśmiechającą się i nucącą pod nosem jakąś piosenkę.
- Mamo, jest coś, o czym chciałabym ci powiedzieć - zaczęła nastolatka.
- Tak, kochanie? - mama, zauważając przybycie córki i słysząc jej słowa, odwróciła się w jej stronę, lecz uśmiech zniknął z jej twarzy, kiedy ujrzała, w jakim stanie jest jej dziecko. - Co się stało?
- Tata, on... cię zdradził - po tych słowach między kobietą a nastolatką zapadła cisza. Pierwsza z nich upuściła z brzękiem łyżkę, którą chwilę wcześniej mieszała zupę, natomiast druga rozpłakała się na dobre. Tego dnia już nikt nie był uśmiechnięty. Nie w tym domu...
___________________________________________________________________________________________
Anglia, Londyn, kilka dni później, sierpień 2015 roku
Czterdziestoletnia kobieta siedziała na czerwonej, skórzanej kanapie i popijała białe, półwytrawne wino z krystalicznego kieliszka. Rozmyślała nad tym, co się stało. Dwa dni wcześniej kazała się wyprowadzić swojemu mężowi z ich willi. Dopiero kiedy jej córka powiedziała jej o tym, co widziała w gabinecie swojego ojca, uświadomiła sobie, że przez lata była oszukiwana. Nie miała pojęcia, od jakiego czasu trwały romanse Christiana, ale nie interesowało jej to. Teraz była dla niej najważniejsza nastoletnia córka i sprawa rozwodowa. Należała do morojów, a spotykało ją tyle przykrości i trudności. Miała nadzieję, że jej córka nie przeżyje tego samego.
Jej zastanowienie przerwała obecność brązowowłosej dziewczyny. I pomyśleć, że miała już siedemnaście lat...
- Kochanie... Musimy porozmawiać.
- Jeśli chodzi ci o sprawę rozwodową, to nie musisz się przejmować. Jeśli będę musiała wybierać, z kim chcę mieszkać, wybiorę ciebie - zapewniła z szerokim uśmiechem jej córka.
- Nie chodzi o to, ale mimo wszystko się cieszę. Wiesz, jest pewna rzecz, o której chciałam ci powiedzieć w dzień twoich urodzin, ale stwierdziłam, że to nie może już czekać. Wiesz, jak poznaliśmy się z tatą?
- Tak, w Akademii Wampirów.
- Dokładnie. Teraz twoja kolej, aby tam pojechać - stwierdziła z uśmiechem matka.
- Naprawdę?! - nastolatka zaczęła skakać, a jej brązowe włosy podskakiwały.
- Owszem. Jest jeszcze jedna sprawa... Jak wiesz, każdy moroj ma swój wrodzony talent, żywioł. Ja posiadam Moc Ducha. Kiedy się urodziłaś, stwierdziliśmy z twoim ojcem, że skoro jest dhampirem, twoja moc nie będzie do końca rozwinięta. Jednak moja siostra, kiedy pierwszy raz cię zobaczyła, powiedziała, że jesteś potężniejsza, niż myślimy. Widziała aury ludzkie i nadnaturalne, a to, co zobaczyła u ciebie, określiła jako "czarno-białą mgłę". Szukałam informacji na ten temat i... - urwała w pewnym momencie kobieta, wpatrując się w córkę.
- I? - niecierpliwiła się brązowooka.
- I przez niejednoznaczność twojej aury nigdy nie będziesz mogła zdecydować, po której stronie ostatecznie staniesz i będziesz walczyć. Możesz wybrać, ale twoja moc zawsze pozostanie obojętna na to, z kim walczysz. Jeśli wybierzesz dobro - ciemna strona aury będzie miała przewagę, natomiast jeżeli wybierzesz zło, to ta jasna się odezwie. Wszystko obróci się przeciwko tobie. Będziesz tak zaćmiona mocą, że zaczniesz zabijać sprzymierzeńców. Najgorsze jednak jest to, że jeśli zakochasz się w kimś, kto nie ma biało-czarnej aury, jak ty, zginiecie przy pierwszym pocałunku.
Dziewczynę zamurowało. Jeszcze niedawno wyobrażała sobie swoją pierwszą miłość, wspólną przyszłość z jakimś mężczyzną z dobrej strony... A teraz miała się tego wyrzec, bo mówi tak jakaś książka albo dokument? Niedoczekanie!
- Ale mamo... - spojrzała na rodzicielkę błagającym i jednocześnie zdeterminowanym wzrokiem.
- To nie koniec. Każda osoba, która miała dwukolorową aurę, ginęła.
- Czemu?
- Ponieważ prędzej czy później ciemna strona zaczynała przejmować kontrolę i niszczyć jasną. A wtedy organizm również ulegał destrukcji - zakończyła wywód ze smutkiem.
- To nic - skwitowała szatynka. - I tak tam pojadę! Będę się uczyć, może znajdę kogoś takiego jak ja, zakocham się i będę czerpać z życia całymi garściami! Nie pozwolę na to, aby jakaś głupia aura przeszkodziła mi w zrealizowaniu planów!
- Jestem z ciebie dumna...
Szkoda, że twoja przeznaczenie mówi coś innego... - dodała w myślach.
______________________________________________________________________________________________
Cześć, ludzie!
Ale mam wenę! Mam nadzieję, że rozdział się podoba, a teraz zmykam pisać następny :)
Do następnego,
Paula.
Anglia, Londyn, 14 sierpnia 2015 roku
Pewna brązowowłosa nastolatka przemierzała korytarze białej willi. Wybrała się na przechadzkę po domu w poszukiwaniu ojca, który nie przyszedł na obiad. Zdarzało mu się to bardzo rzadko, więc, jako ukochana córka, postanowiła go znaleźć i, w razie konieczności, zaciągnąć do jadalni siłą.
Idąc korytarzami, które lśniły sterylną czystością, zastanawiała się nad swoim życiem. Czuła, że wkrótce coś się wydarzy i niekoniecznie będzie to dobre dla niej oraz jej bliskich. Zawsze, kiedy miała złe przeczucia, jej niepokój się sprawdzał.
Wreszcie dotarła pod odpowiednie drzwi. Były wykonane z białego drewna, jak wszystkie podłogi oraz drzwi w willi. Kilkukrotnie zapukała, a następnie otworzyła je i przekroczyła próg. To, co tam zobaczyła, wstrząsnęło jej życiem i światopoglądem. Jej kochany ojciec właśnie całował się z jakąś blondynką, która, szczerze mówiąc, wyglądała jak dziwka.
- Tato... - wyszeptała ze łzami w oczach, a mężczyzna podniósł się z krzesła, zrzucił blondynkę ze swoich kolan i, zapinając koszulę, chciał podejść do swojej córki. Ta jednak, zrażona widokiem sprzed chwili, odsunęła się od niego i z jadem w głosie oraz oczach powiedziała:
- Nie dotykaj mnie. Nie zasługujesz na to. Nie chcę cię więcej widzieć. Wiedz, że mama się o tym dowie i, najprawdopodobniej, wyrzuci cię z domu. Żegnam - i opuściła pomieszczenie, trzaskając głośno drzwiami. Zeszła po schodach do kuchni, gdzie zastała mamę, jak zwykle uśmiechającą się i nucącą pod nosem jakąś piosenkę.
- Mamo, jest coś, o czym chciałabym ci powiedzieć - zaczęła nastolatka.
- Tak, kochanie? - mama, zauważając przybycie córki i słysząc jej słowa, odwróciła się w jej stronę, lecz uśmiech zniknął z jej twarzy, kiedy ujrzała, w jakim stanie jest jej dziecko. - Co się stało?
- Tata, on... cię zdradził - po tych słowach między kobietą a nastolatką zapadła cisza. Pierwsza z nich upuściła z brzękiem łyżkę, którą chwilę wcześniej mieszała zupę, natomiast druga rozpłakała się na dobre. Tego dnia już nikt nie był uśmiechnięty. Nie w tym domu...
___________________________________________________________________________________________
Anglia, Londyn, kilka dni później, sierpień 2015 roku
Czterdziestoletnia kobieta siedziała na czerwonej, skórzanej kanapie i popijała białe, półwytrawne wino z krystalicznego kieliszka. Rozmyślała nad tym, co się stało. Dwa dni wcześniej kazała się wyprowadzić swojemu mężowi z ich willi. Dopiero kiedy jej córka powiedziała jej o tym, co widziała w gabinecie swojego ojca, uświadomiła sobie, że przez lata była oszukiwana. Nie miała pojęcia, od jakiego czasu trwały romanse Christiana, ale nie interesowało jej to. Teraz była dla niej najważniejsza nastoletnia córka i sprawa rozwodowa. Należała do morojów, a spotykało ją tyle przykrości i trudności. Miała nadzieję, że jej córka nie przeżyje tego samego.
Jej zastanowienie przerwała obecność brązowowłosej dziewczyny. I pomyśleć, że miała już siedemnaście lat...
- Kochanie... Musimy porozmawiać.
- Jeśli chodzi ci o sprawę rozwodową, to nie musisz się przejmować. Jeśli będę musiała wybierać, z kim chcę mieszkać, wybiorę ciebie - zapewniła z szerokim uśmiechem jej córka.
- Nie chodzi o to, ale mimo wszystko się cieszę. Wiesz, jest pewna rzecz, o której chciałam ci powiedzieć w dzień twoich urodzin, ale stwierdziłam, że to nie może już czekać. Wiesz, jak poznaliśmy się z tatą?
- Tak, w Akademii Wampirów.
- Dokładnie. Teraz twoja kolej, aby tam pojechać - stwierdziła z uśmiechem matka.
- Naprawdę?! - nastolatka zaczęła skakać, a jej brązowe włosy podskakiwały.
- Owszem. Jest jeszcze jedna sprawa... Jak wiesz, każdy moroj ma swój wrodzony talent, żywioł. Ja posiadam Moc Ducha. Kiedy się urodziłaś, stwierdziliśmy z twoim ojcem, że skoro jest dhampirem, twoja moc nie będzie do końca rozwinięta. Jednak moja siostra, kiedy pierwszy raz cię zobaczyła, powiedziała, że jesteś potężniejsza, niż myślimy. Widziała aury ludzkie i nadnaturalne, a to, co zobaczyła u ciebie, określiła jako "czarno-białą mgłę". Szukałam informacji na ten temat i... - urwała w pewnym momencie kobieta, wpatrując się w córkę.
- I? - niecierpliwiła się brązowooka.
- I przez niejednoznaczność twojej aury nigdy nie będziesz mogła zdecydować, po której stronie ostatecznie staniesz i będziesz walczyć. Możesz wybrać, ale twoja moc zawsze pozostanie obojętna na to, z kim walczysz. Jeśli wybierzesz dobro - ciemna strona aury będzie miała przewagę, natomiast jeżeli wybierzesz zło, to ta jasna się odezwie. Wszystko obróci się przeciwko tobie. Będziesz tak zaćmiona mocą, że zaczniesz zabijać sprzymierzeńców. Najgorsze jednak jest to, że jeśli zakochasz się w kimś, kto nie ma biało-czarnej aury, jak ty, zginiecie przy pierwszym pocałunku.
Dziewczynę zamurowało. Jeszcze niedawno wyobrażała sobie swoją pierwszą miłość, wspólną przyszłość z jakimś mężczyzną z dobrej strony... A teraz miała się tego wyrzec, bo mówi tak jakaś książka albo dokument? Niedoczekanie!
- Ale mamo... - spojrzała na rodzicielkę błagającym i jednocześnie zdeterminowanym wzrokiem.
- To nie koniec. Każda osoba, która miała dwukolorową aurę, ginęła.
- Czemu?
- Ponieważ prędzej czy później ciemna strona zaczynała przejmować kontrolę i niszczyć jasną. A wtedy organizm również ulegał destrukcji - zakończyła wywód ze smutkiem.
- To nic - skwitowała szatynka. - I tak tam pojadę! Będę się uczyć, może znajdę kogoś takiego jak ja, zakocham się i będę czerpać z życia całymi garściami! Nie pozwolę na to, aby jakaś głupia aura przeszkodziła mi w zrealizowaniu planów!
- Jestem z ciebie dumna...
Szkoda, że twoja przeznaczenie mówi coś innego... - dodała w myślach.
______________________________________________________________________________________________
Cześć, ludzie!
Ale mam wenę! Mam nadzieję, że rozdział się podoba, a teraz zmykam pisać następny :)
Do następnego,
Paula.
niedziela, 21 czerwca 2015
Prolog
"If she fail..."
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami żyła pewna dziewczynka. Miała piękne, sięgające ramion włosy koloru słonecznego blasku i wydające się być bezdennymi niebieskie oczy. Jej rodzice byli najbardziej rozpoznawalnymi osobami w świecie nadnaturalnych istot. Ojciec - najlepszy strażnik i dhampir wszechczasów. Matka - urodzona morojka, posiadająca Moc Ducha. Oboje opowiedzieli się po dobrej stronie. Mieszkali w pięknej willi, która raziła bogactwem i przyciągała uwagę. Do tego byli posiadaczami kilku domów w każdym możliwym kraju. Żyć, nie umierać - chciałoby się powiedzieć. Szkoda tylko, że dziewczynka nie znała przeszłości swoich rodziców, ani tego, kim sama była i przed jakimi wyborami przyjdzie jej stanąć.
Nie zastanawiasz się, co może się wydarzyć, jeśli zawiedzie? Bo ja tak. I chyba nie będzie to nic przyjemnego...
__________________________________________________________________________________________
Cześć, moi drodzy!
Założyłam nowego bloga i jestem pełna weny twórczej, więc od razu wstawiam prolog. Wiem, że dość późną porą, ale ostatnio wena przychodzi w najmniej odpowiednim czasie. Siedzę właśnie na zimnej podłodze (w zasadzie jasnych panelach), na krześle znajdującym się obok jest laptop, niedaleko telewizor i łóżko, które już na mnie czekają, a ja zastanawiam się, ile jeszcze łez wyleję, zanim w pełni dotrze do mnie sens filmu "Love, Rosie". Nie mam pojęcia, skąd ludzie biorą pomysły, aby tak gmatwać życie bohaterom swoich filmów i książek, ale jestem przekonana, że to tylko ich niespełnione sny i marzenia, które czekały na ujrzenie światła dziennego. Polecam wam serdecznie, mimo że sama nie umiem przestać płakać, ogarnąć się i pozbierać do kupy. Mam za to nadzieję, że ja moją drugą połówkę zauważę od razu <3
Paula
Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami i za siedmioma rzekami żyła pewna dziewczynka. Miała piękne, sięgające ramion włosy koloru słonecznego blasku i wydające się być bezdennymi niebieskie oczy. Jej rodzice byli najbardziej rozpoznawalnymi osobami w świecie nadnaturalnych istot. Ojciec - najlepszy strażnik i dhampir wszechczasów. Matka - urodzona morojka, posiadająca Moc Ducha. Oboje opowiedzieli się po dobrej stronie. Mieszkali w pięknej willi, która raziła bogactwem i przyciągała uwagę. Do tego byli posiadaczami kilku domów w każdym możliwym kraju. Żyć, nie umierać - chciałoby się powiedzieć. Szkoda tylko, że dziewczynka nie znała przeszłości swoich rodziców, ani tego, kim sama była i przed jakimi wyborami przyjdzie jej stanąć.
Nie zastanawiasz się, co może się wydarzyć, jeśli zawiedzie? Bo ja tak. I chyba nie będzie to nic przyjemnego...
__________________________________________________________________________________________
Cześć, moi drodzy!
Założyłam nowego bloga i jestem pełna weny twórczej, więc od razu wstawiam prolog. Wiem, że dość późną porą, ale ostatnio wena przychodzi w najmniej odpowiednim czasie. Siedzę właśnie na zimnej podłodze (w zasadzie jasnych panelach), na krześle znajdującym się obok jest laptop, niedaleko telewizor i łóżko, które już na mnie czekają, a ja zastanawiam się, ile jeszcze łez wyleję, zanim w pełni dotrze do mnie sens filmu "Love, Rosie". Nie mam pojęcia, skąd ludzie biorą pomysły, aby tak gmatwać życie bohaterom swoich filmów i książek, ale jestem przekonana, że to tylko ich niespełnione sny i marzenia, które czekały na ujrzenie światła dziennego. Polecam wam serdecznie, mimo że sama nie umiem przestać płakać, ogarnąć się i pozbierać do kupy. Mam za to nadzieję, że ja moją drugą połówkę zauważę od razu <3
Paula
Subskrybuj:
Posty (Atom)